Kapcie z wełny owczej.

W moich dość sporych zapasach włóczki znalazłam 2 kłębki owczej wełny.

Jest zbyt gruba żeby zrobić skarpety, lub cokolwiek innego. Ale na kapcie się nadaje …będą więc kapcie. Wymyśliłam je sama….i zawsze robię je tak „na oko”.  Osoby które umieją robić na szydełku , z pewnością sobie poradzą …..Wielkość zależy od grubości włóczki , ja na tym obwodzie mam 31 półsłupków. Robię tak 15 okrążeń, potem rozdzielam i robię tam i z powrotem  ( 27 półsłupków ) 22 rzędy .

Zeszywam na pięcie….i już gotowe.

jeszcze tylko zakończenie i już można w nich „śmigać” ,…..dosłownie bo chodzi się w nich jak boso.

są ciepłe… lekkie…. można je też wyprać jak się ubrudzą. Ja takie kapcie robiłam moim dzieciom jak były małe. Nie umiały utrzymać pantofli na nogach dłużej jak 3 minuty, tych tak nie zdejmowały …. polecam.

z dna szafy…. ozdobne poduszeczki….

Znalazłam ozdobną powłoczkę , którą robiłam bardzo, dawno temu. …były to lata 70-te ubiegłego wieku….

Najpierw była robiona siatka , na siatce słupkami robi się takie „falbany”. Gdyby ktoś był zainteresowany  , proszę pisać , to pokażę dokładniej …ze szczegółami….Wydaje mi się że jednokolorowa byłaby fajna np. biała…taka delikatna…..Może kiedyś zrobię….

ta zrobiona była niedawno . Nie jest robiona na drutach … na pierwszy rzut oka tak się wydaje.  To jest haft … jeden rząd robi się tak   //////// a drugi tak \\\\\\  przy krzyżykach robi się tak   XXXXXXX.

to też miało być na podusię , ale jakoś do tej pory nie udało mi się zrobić ” tyłu”.

a to kupiłam na allegro za…….9 zł. plus wysyłka. Jest to haft krzyżykowy wełną.

zaznaczam że nie jest to moja praca, ale  tak tanio to nie mogłam się oprzeć ….będzie podusia …… trzeba tylko doszyć „plecy „.

Miał być listek , wyszło coś innego….

Zaczęłam robić kolejny szydełkowy listek,

okazało się że w trakcie robienia przyszedł mi do głowy pomysł żeby zrobić podkładki pod szklanki …..no i sprułam  kawałeczek …i będą podkładki….

beżowego kordonka akurat wystarczyło , tak jakby był na to przeznaczony.

zdjęcia robione o różnej porze dnia i dlatego kolor przekłamany , ostatnie dwa  nie kłamią.

Wczoraj dowiedziałam się że moja  znajoma, jest bardzo chora . Dziś jakoś żadna robota mi nie idzie. Nie mogę przestać o niej myśleć.  Bardzo mi jej żal . No ale cóż…my nie mamy na to żadnego wpływu, albo bardzo mały…… Taka jest widać wola Boża….

Tutaj nasuwa mi się taki wiersz, który napisałam dawno temu ,będąc w szpitalu tuż przed zabiegiem koronarografii.

Jakoś nie mogę znaleźć do niego tytułu.

Nie trzeba żądać od losu wiele
Trzeba przyjmować co Bóg nam da
Nie trzeba zazdrościć innym niczego
Trzeba się cieszyć tym co się ma

Kogo Bóg kocha, doświadcza wiele
My zaś pytamy: dlaczego ja??
Dlaczego właśnie mnie to spotkało ??
Czemu mnie zmogła choroba ta ??

O nic nie pytajmy,przyjmujmy wszystko
I cieszmy się z każdego dnia
Bo ta choroba i to cierpienie
Swój sens w naszym życiu ma….